"Poszukiwaliśmy bezpiecznego i rozsądnego banku, który pożyczy nam pieniądze" - rozmowa z Władysławem Piszczkiem

Na kolejkę, od której wszystko się zaczęło, mówicie „babcia”. Czy ona ciągle działa?

Władysław Piszczek: Oczywiście, pomimo leciwego wieku nadal jest w doskonałej formie. Niestety, jak na obecne standardy jest zbyt wolna, dlatego myślimy o wymianie na nowszą. Nazwaliśmy ją „babcia”, bo w chwili zakupu miała już 18 lat i potrzebowała poważnego remontu oraz dostosowania do naszych warunków.

Inwestycja wymagała zgody wielu osób. Były z tym problemy?

Rzeczywiście dużym problemem był brak jednomyślności właścicieli gruntów, dlatego też do końca nie wiedzieliśmy, gdzie uruchomimy pierwszy wyciąg. Rozważaliśmy kilka lokalizacji. Długo to trwało, aż w końcu ksiądz ogłosił z ambony, że odbędzie się w tej sprawie zebranie. Uzgodniliśmy wtedy, że naszą pierwszą nowoczesną kolejkę postawimy na miejscu istniejącego małego wyciągu. Kilkanaście osób zapisało na karteczkach, ile pieniędzy mogą przeznaczyć na ten cel. Zebraliśmy kartki i okazało się, że stać nas na budowę kolejki! Ostatecznie do spółki przystąpiły 52 osoby.

Potem przyszedł czas na rozbudowę. Część inwestorów i właścicieli gruntów, na których dzisiaj znajduje się ośrodek, wyemigrowała do USA. Pan, jako sołtys, poleciał za ocean i namawiał rodaków do przekazania spółce gruntów.

Bałem się, że właściciele nie oddadzą gruntów pod wyciągi. To przecież ich ojcowizna, a górale są do ziemi bardzo przywiązani. Proszę spojrzeć na opuszczone domy emigrantów. Może już nie wrócą, ale domów nie sprzedadzą. Jednak pomysł bardzo im się spodobał ‒ i wróciłem z kompletem podpisanych zgód. Niektórzy postanowili także zainwestować w kolejkę. Wykładali po 10, 50, a nawet 100 tys. dolarów. No i zrobił się z tego nasz rodzinny góralski biznes.

13 2

Na tak olbrzymią inwestycję potrzebne były jednak dodatkowe środki.

Nadal szukaliśmy udziałowców. Potrzebowaliśmy więcej pieniędzy na budowę następnych obiektów, m.in. kolejki z czteroosobowymi krzesełkami. Poszliśmy więc po pieniądze do banku. Dzisiaj z sentymentem wspominam te umowy, jednak wtedy wiązało się to z obawami i sporym stresem. Weksle bankowe podpisywały całe rodziny. Przepisywaliśmy hipoteki na domy, działki, samochody.

Dlaczego wybraliście Bank BPS?

Poszukiwaliśmy bezpiecznego i rozsądnego banku, który pożyczy nam pieniądze. W wyborze pomógł nam Edward Tybor, Prezes zarządu Banku Spółdzielczego w Bukowinie Tatrzańskiej. Doradził wizytę w Oddziale Banku BPS w Nowym Sączu. Bank Spółdzielczy w Bukowinie Tatrzańskiej był za mały, by sfinansować taką inwestycję. Wiedzieliśmy, że każdy inny bank, który nie zna lokalnych uwarunkowań, nie zrozumie specyfiki naszej działalności i może piętrzyć problemy, a w efekcie ‒ nie da nam odpowiedniego kredytu. W Banku BPS otrzymaliśmy pożyczkę na bardzo korzystnych warunkach i bez większych komplikacji. Kolejne lata współpracy przekonały Bank, że solidni z nas kredytobiorcy. Już nie musimy udowadniać, że radzimy sobie w tym biznesie. Wszystkie dotychczasowe pożyczki realizowaliśmy właśnie w nowosądeckim Banku BPS.

Z jakich produktów korzystacie?

Głównie z kredytów inwestycyjnych i obrotowych. W 2016 r. uruchomiliśmy dwie koleje przy wsparciu kredytowym 40 mln zł.

W Banku BPS otrzymaliśmy pożyczkę na bardzo korzystnych warunkach i bez większych komplikacji. Kolejne lata współpracy przekonały Bank, że solidni z nas kredytobiorcy. Już nie musimy udowadniać, że radzimy sobie w tym biznesie. Wszystkie dotychczasowe pożyczki realizowaliśmy właśnie w nowosądeckim Banku BPS.

Pojawiały się po drodze oferty od innych banków? 

Otrzymujemy je cały czas. Niczego jednak nie zamierzamy zmieniać. Warunki Banku BPS nam odpowiadają. Twierdzę nawet, że nasza dalsza współpraca stanowi czynnik gwarantujący realizację kolejnych zamierzeń inwestycyjnych, których nie brakuje.

Jakie cele przed Wami?

Cały czas jesteśmy na etapie projektowania. Gdy tylko projekty osiągną finalny stopień zaawansowania, będziemy mogli się pochwalić nowymi realizacjami. Przede wszystkim dążymy do rozbudowy parkingów i dróg dojazdowych. W planach są też pawilony handlowe, hotele i oczywiście kolejne wyciągi. Obecnie budujemy parking przy dolnej stacji kolei nr IX ‒ zostanie oddany do użytku przed sezonem 2018/19. Na deskach kreślarskich jest również projekt budowy alternatywnej drogi dojazdowej do dolnej stacji naszych głównych kolei. Ta obwodnica rozwiązałaby problem korkowania się głównej ulicy w Białce Tatrzańskiej w czasie wzmożonego ruchu ‒ w okresie świątecznym oraz ferii zimowych. Myślimy też o rozbudowie ośrodka. Z roku na rok Białkę Tatrzańską odwiedza bowiem coraz więcej gości. Pomysłów inwestycyjnych nie brakuje, ale jedno jest pewne: konieczne będzie wsparcie kredytowe. I tutaj ukłon w stronę Banku BPS…

Ile kolejek uruchomiliście do tej pory?

Ośrodek Narciarski Kotelnica Białczańska zajmuje 70 ha. Mamy siedem wyciągów krzesełkowych ‒ sześcio-, cztero- i trzyosobowe ‒ oraz trzy orczyki. Łącznie mogą przewieźć 20 tys. osób na godzinę. A razem z pozostałymi wyciągami w Białce, z którymi mamy wspólny skipass, zdolność przewozowa wynosi 28 tys. osób na godzinę.

Zimą nartostrady przyciągają tłumy, a czy w sezonie letnim organizujecie jakieś atrakcje dla turystów?

Okres letni na Kotelnicy jest również niezwykle bogaty – na naszych gości czeka wiele wydarzeń artystycznych i sportowych. W ramach imprez plenerowych Tatrzańskie Wici organizowany jest Festyn Białczański, na który zapraszamy największe polskie gwiazdy. Z kolei w sąsiedztwie ośrodka Kotelnica ‒ podczas cyklu Kultura na Bani ‒ można usłyszeć w wakacje znanych i lubianych artystów. Latem warto też skorzystać z wyjazdów widokowych na górną stację Kotelnicy. Poza tym czekają trasy rowerowe oraz można pozjeżdżać na monsterrollerze, czyli specjalnej hulajnodze do jazdy po górach. Co roku na terenie naszego ośrodka organizowane są mistrzostwa Polski w tej dyscyplinie.

Formularz kontaktowy

Wpisz lokalizację

wybierz placówkę i zamów kontakt z wybranego Banku

Znajdziesz nas też tutaj

© 2020 Grupa BPS. Wszelkie prawa zastrzeżone